1 stycznia 2015

Sakwy Crosso Dry Small - test


Materiał: Polymar, Plastel (PES/PVC)
Pojemność: 2 x 15 litrów (30 litrów komplet)
Waga: 1200g
Przeznaczenie: na bagażnik przedni, również tylny
Gwarancja: 24 miesiące
Data zakupu: czerwiec 2014
Cena: 189 zł
Ilość km, które ze mną dotychczas przejechały: ok. 8100 km


Sakwy zdecydowałam się zakupić w dużej mierze z uwagi na fakt ich posiadania przez mojego brata, będącego zadowolonym użytkownikiem owego modelu od 2010 roku. Podróżował z nimi po Polsce, a także zaliczył kilka zagranicznych wypadów, m.in. do Włoch, Austrii, Chorwacji. Jednak zanim dokonałam takiego samego zakupu, szukałam dodatkowo w internecie szczegółowych informacji na ich temat, instrukcji montażu, opinii użytkowników, itp. Chciałam być pewna, iż jest to słuszny i najlepszy wybór w swej kategorii cenowo - jakościowej. Nie wszystkie dane, które znalazłam wyczerpały w pełni moje pytania i rozwiały wątpliwości, toteż kiedy sama stałam się posiadaczką sakw Crosso Dry Small, postanowiłam zebrać możliwie jak najwięcej informacji w jednym miejscu i podzielić się dotychczasowymi doświadczeniami z ich użytkowania. Wiadomo, że każda z firm zawsze zachwala swój produkt, ale najbardziej rzetelną ocenę wystawiają najczęściej sami użytkownicy.
Mam nadzieję, że owa recenzja nieco ułatwi wszystkim niezdecydowanym podjęcie decyzji za lub przeciw.



Konstrukcja sakw (wodoodporność, wytrzymałość, bezpieczeństwo):  

 

Sakwy wykonane są z materiału zapewniającego całkowitą wodoszczelność. Nie posiadają szwów, lecz są zgrzewane, dzięki czemu nie przepuszczają wody, co osobiście sprawdziłam, zanurzając je w rzece do wysokości zrolowania i...?!


Czy Crosso Dry są naprawdę dry? 















Rzeczywiście DRY! Zawartość sakwy zupełnie sucha.



Dodam, że worek musiałam mocno dociążyć, aby udało się go zamoczyć. Przy spakowaniu jedynie odzieży itp., nasz bagaż jest niezatapialny, dryfuje na powierzchni wody.
Dopiero po całkowitym zamoczeniu sakwy, od góry, w miejscu zrolowania zaczęło trochę zasysać wodę. Ale przecież to nie sprzęt do nurkowania, ma chronić przed deszczem, pyłem, błotem, a w tej roli spisuje się rewelacyjnie! Dla zachowania wysokiej szczelności producent zaleca zrolować zamknięcie minimum dwukrotnie. Odnośnie systemu zamykania dodam jeszcze, że jest wygodny i szybki, wystarczy bowiem zwinąć górną krawędź torby, a następnie złączyć klamry. Zamknięcie pozwala na regulację pojemności sakwy- czyli jeżeli mamy małą ilość bagażu, rolujemy zamknięcie więcej razy, natomiast jeśli sakwy wypchane są maksymalnie, wówczas zwijamy krawędź w mniejszym stopniu.

W kwestii konstrukcji zauważyłam, że sakwy brata z 2010 roku wykonane są z jakby grubszego materiału, posiadającego inną fakturę. W bliskim porównaniu odnoszę także wrażenie, iż są nieco większe/wyższe niż moje, choć model przecież ten sam (?!).
Po dotychczasowym użytkowaniu spostrzegłam, że po stronie, gdzie znajdują się haki, na materiale mniej więcej w środkowej części torby, powstały otarcia. Wywnioskowałam, że pojawiły się one w punkcie, gdzie sakwy stykają się z obejmami, za pomocą których montujemy przedni bagażnik do widelca. Podczas jazdy, w zależności od rodzaju terenu, sakwy wprawione w drgania, ocierają o nakrętki na ów obejmach - stąd uszkodzenie materiału (gdybym jeździła ze zbyt wypchanymi sakwami, mogłabym przypuszczać, iż w tym tkwi przyczyna). By zapobiec ewentualnym dalszym ubytkom, przykleiłam na odpowiedniej wysokości pasek taśmy izolacyjnej - na jakiś czas powinien pomóc. Ślady otarć widoczne są również w kilku miejscach na materiałowej taśmie, podtrzymującej dolny hak. To także skutek tarcia o przylegający przedni bagażnik.

Otarcia na sakwie.

Po bokach obu sakw, w ich dolnej części znajduje się element odblaskowy - jak zapewnia producent - widoczny z 600 metrów. Również logo crosso jest odblaskowe. Niewątpliwie to plus dla naszego bezpieczeństwa. Wewnątrz, od strony koła, sakwy zostały usztywnione niełamliwą, 2 milimetrową, polipropylenową płytą z pamięcią kształtu. Dzięki temu nie musimy się obawiać, że niewłaściwie spakowana i wypchana sakwa zacznie obcierać o szprychy. 

Polipropylenowa płyta wewnątrz sakw.

Crosso Dry Small mają postać jednokomorowego worka. Zaletą takiego rozwiązania jest brak zabierania przestrzeni przez drobne kieszenie. Wadą - konieczność wyjmowania wszystkiego w celu dostania się na dno. Sprawę nieco ułatwia przemyślane pakowanie wg zasady, którą sama stosuję, tj. od rzeczy najrzadziej używanych - na spodzie, do tych na górze- z których korzystamy częściej. W sakwach Dry Small (15 litrów) może nie jest to aż tak uciążliwe, ale podejrzewam, że w modelu Dry Big (30 litrowe worki) stanowi to większy problem. Z tego co jednak zauważyłam, w sprzedaży można nabyć organizery wkładane do wewnątrz worka, ułatwiające posegregowanie ekwipunku na kilku poziomach, jednak nie miałam okazji testowania, zatem nie zabieram głosu (podejrzewam jednak, że to rozwiązanie choć może faktycznie pomoże zachować porządek, to pewnie zmniejszy nieco ładowność sakw i odbierze możliwość szczelnego wypchania worka w każdym jego zakamarku. Coś za coś. To jednak tylko takie moje luźne przypuszczenia).


System nośny:

 

Sakwy posiadają trzy haki - dwa z nich, znajdujące się na równym poziomie służą do założenia sakwy na górnej krawędzi bagażnika. Przytwierdzone są dwoma stalowymi nitami do płyty usztywniającej. Trzeci hak, zamontowany na nitowanym, regulowanym pasie, służy do zaczepienia o dolną krawędź bagażnika. Poprzez regulację pasa umożliwia dobranie właściwej siły docisku sakw do bagażnika, tym samym odpowiadając za ich unieruchomienie i przyleganie do bagażnika. Haki są podwójnie cynkowane i wykonane ze stali o grubości 2mm (3 mm w modelu "Big"). Wewnątrz sakw, w miejscu nitowania znajdują się zaślepki z tworzywa, zapobiegające uszkodzeniu bagażu.
Co prawda mam pewne obawy związane z mocowaniem haków - co w razie gdyby wyrwał się nit?
Może lepiej jeśli przestanę gdybać.

 

Montaż sakw na bagażniku:

 

Do sakw posiadam dedykowany bagażnik przedni typu low-rider firmy Crosso (recenzja bagażnika w odrębnym wątku kliknij tutaj). Montaż sakw jest niezwykle prosty i szybki. Wystarczy:
  • zaczepić dolny hak o dolną część bagażnika,
  • następnie trzymając za uchwyt unieść sakwę w górę, aż do momentu gdy dwa górne haki nośne znajdą się nad bagażnikiem,
  •  po czym opuścić haki na górną krawędź bagażnika. Gotowe! 
Przed założeniem sakw należy wyregulować długość pasa odpowiadającego za naciąg i przyleganie toreb, tak by przy ich zakładaniu był wyczuwalny opór. Niedopełnienie tej formalności może skutkować wypięciem się bagażu podczas jazdy.

Poruszając kwestię systemu montażu, chciałam przy okazji zwrócić uwagę na pewien znaczący minus, jakim jest rysowanie bagażnika przez haki. W trakcie jazdy, zwłaszcza po nierównym terenie, sakwy nie pozostają bez ruchu, haki delikatnie się przemieszczają, niszcząc powierzchnię bagażnika. Zaledwie po kilkudniowym wyjeździe powstały ślady wyryte na rurkach low-ridera.

Otarcie na górnej krawędzi bagażnika.
Otarcie na dolnej części bagażnika.

Aby zapobiec dalszym, destrukcyjnym działaniom powodowanym przez haki, doraźnie okleiłam je taśmą izolacyjną. Na jakiś czas zdała ona egzamin, ale nie jestem w pełni usatysfakcjonowana tym sposobem. Z tego co słyszałam i czytałam, znacznie trwalszym rozwiązaniem jest naciągnięcie na haki gumowego wężyka o odpowiedniej średnicy czy też termokurczliwych rurek.

Haki po oklejeniu taśmą izolacyjną.

Z tego co się orientowałam, podobne problemy stwarza także model Dry Big przeznaczony na tylny bagażnik. Producent pozostaje jednak otwarty na współpracę i konstruktywną krytykę, co zaowocowało faktem, iż obecnie do modelu sakw "Big", Crosso dorzuca w komplecie zestaw w postaci rurek z tworzywa, mających na celu ochronę bagażnika przed zarysowaniami przez haki.


Pozostałe wrażenia z użytkowania sakw:

 

Mimo pewnych, wyżej wspomnianych niedociągnięć w sakwach Crosso Dry Small, cenię je za ich stosunkowo niewielką wagę, prostotę idącą w parze z jakością wykonania i ceną. Za co jeszcze je kocham? Za ich konstrukcję umożliwiającą zarówno sprawne zakładanie jak i zdejmowanie, za łatwość zamykania i otwierania - bez obaw o popsucie się zamków błyskawicznych, za to, że mój bagaż zawsze pozostaje suchy. Za jakość, której mogłam zaufać i która dotychczas mnie nie zawiodła. A najbardziej kocham za to, że pozwalają mi na odrobinę lenistwa i za oszczędność mojego czasu na wyjazdach - bowiem niezależnie od tego czy trasa wiedzie przez polne ścieżki, w tumanie pyłu i kurzu, czy też "ufaflonię" sakwy błotem podczas przeprawy przez podmokłe tereny, to w kilka chwil da się je doprowadzić do porządku. Wodę - jej kropelki można strzepnąć dłonią lub... sama wyschnie, błoto/piach - wystarczy ochlapać sakwy w napotkanej rzece bądź też w innym zbiorniku wodnym lub w wersji ekskluzywnej - spłukać brud wężem ogrodowym.


Z sakw jestem zadowolona do tego stopnia, że w przyszłości planuję wymienić moje dotychczasowe, zwyczajne, materiałowe sakwy przeznaczone na tylny bagażnik, na model Crosso Dry Big, głównie ze względu na łatwość utrzymania ich w czystości i szybkość montażu. W przypadku wspomnianych sakw materiałowych, niedogodności dały się we znaki podczas kilkudniowej podróży, gdzie codziennie rano (przy zakładaniu na bagażnik) i wieczorem (przy zdejmowaniu torby) musiałam zapinać/odpinać kilka pasków na tradycyjne "rzepy". Niby drobna rzecz, ale przez nią trochę grzebałam się z ekwipunkiem. W dodatku zabrudzone w trakcie jazdy sakwy towarzyszyły mi całą drogę, ich wypranie stało się możliwe praktycznie dopiero po powrocie do domu. Dlatego mając podczas wyjazdu styczność z dwoma rodzajami sakw różnych producentów, szybko dostrzegłam zalety oraz wady jednych i drugich. I chociaż oba rodzaje sakw swoje funkcje bagażowe spełniły, to jednak kilka szczegółów przeważyło szalę na korzyść Crosso. W planach mam zatem przerzucenie się także na model Dry Big.
Dodam jeszcze, że gdyby oferowano mi możliwość wyboru między modelem Dry a droższymi, wykonanymi z cordury (np. Crosso Expert, Twist czy Classic), raczej obstawałabym przy modelu Dry. Po pierwsze z uwagi na niższą cenę, a przy tym równie zadowalającą wytrzymałość, po drugie materiał jakim jest cordura nie daje się tak łatwo i na poczekaniu wyczyścić jak ten użyty w serii Dry. A po trzecie widziałam już cordurowe sakwy tej firmy, które pod wpływem czasu i warunków atmosferycznych (jak np. ostre słońce, deszcz) straciły mocno na intensywności koloru, krótko mówiąc wypłowiały. Dla niektórych osób owe czynniki być może okażą się nieistotne, przecież znacznie ważniejszym aspektem jest np. solidność i wytrzymałość. Jednak dla mnie diabeł tkwi w szczegółach, poza tym należę do osób przywiązujących wagę do dbałości o sprzęt i jego estetykę.

Model Dry Small użytkuję od 2014 roku i nadal jestem z niego zadowolona. Sakwy zabieram praktycznie na każdy, nawet krótki wypad. Myślę, że sakwy Crosso ze swoją korelacją jakości do ceny mogą stanowić dobrą alternatywę dla droższych, kultowych Ortlieb'ów. Polskie, a też dobre!



30 komentarzy:

  1. Bardzo fajny test, pomógł mi zdecydować się na ten "wynalazek" ;) Oby więcej takich publikacji. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że moja publikacja okazała się przydatna :) Również pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszędzie tylko ogólniki, a u Ciebie konkrety:) Kupuję na dniach (tyle, że Big) i szukam max informacji o tym modelu. Ciekawe spostrzeżenia z haczykami. Nie wiedziałem, że rysują bagażniki. Teraz wiem, że trzeba zabezpieczać taśmą. Dzięki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zanim kupiłam swoje sakwy podobnie jak Ty szukałam szczegółowych informacji na ich temat, ale znalezione materiały nie były tym czego potrzebowałam. Dlatego postanowiłam w możliwie jak najbardziej wyczerpujący i obiektywny sposób opisać moje doświadczenia z tym modelem sakw, by pomóc innym osobom podjąć decyzję.
    Co do oklejenia taśmami- testowałam w tym sezonie, ale jest to rozwiązanie krótkotrwałe, taśmy niestety stopniowo odklejają się na samych końcach i odstają. Czytałam też, że trwalszym sposobem jest zastosowanie termokurczliwych rurek. Ale myślę, że oba rozwiązania będą już raczej bezużyteczne dla osób, które teraz planują zakup sakw, ponieważ z tego co się orientowałam, obecnie każdy komplet zawiera zestaw ochronny w postaci rurek z tworzywa, które chronią bagażnik przez zarysowaniem przez haki (ale dotyczy to chyba tylko modelu Big, nie wiem czy do Small też dorzucają ten zabezpieczający gadżet). Fajnie, że Crosso ulepsza swój produkt.
    Także najprościej kupić sakwy z tym zestawem ochronnym i nie trzeba bawić się z taśmami itp.

    Poza tym w sprzedaży jest już model Dry z zupełnie nowym systemem nośnym typu Click firmy Rixen&Kaul, wykonanym z tworzywa sztucznego. Różnica polega na tym, że w Click'ach regulowany jest zarówno rozstaw haków jak i kąt nachylenia sakw. Owo rozwiązanie przydatne jest dla tych,którzy mają nietypowe bagażniki, bowiem umożliwia optymalne dopasowanie, a także takie ustawienie, by nie zahaczać o sakwy piętami przy pedałowaniu. Poza tym haczyki są zamykane, co uniemożliwia wyczepienie się sakw. Oprócz tego haki w systemie Click są odkręcane (w przeciwieństwie do stalowych), co producent uznaje za dużą wygodę i zaletę przy transporcie sakw np. w pociągu, samolocie czy przy przenoszeniu w ręku. Zdjęcia i więcej informacji o tym nowym systemie można znaleźć na stronie firmy crosso.
    Pierwotny system nośny,czyli ten opisywany przeze mnie (ze stalowymi, nitowanymi okuciami), sama firma uznaje za prosty, praktycznie niezniszczalny i niewątpliwie sporo tańszy.
    System Click z hakami z tworzywa sztucznego przypomina mi sposób mocowania w kultowych niemieckich sakwach Ortlieb.

    Co do samego zakupu sakw, polecam kupowanie po sezonie, cena nieco maleje. Np. na allegro Dry Big obecnie są jeszcze w cenie 229zł, a pod koniec ubiegłego sezonu widziałam za ok. 210-218zł i taniej. Ten sam model, ale z nowym systemem mocowania Click kosztuje na dzień dzisiejszy ponad 300zł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki, pomyślę o tym kliku, chociaż koszt mnie nieco poraża. Nie wiem czy już wtedy nie doinwestować i kupić Ortlieba. Chociaż plan był na Crosso. Sprzedałem komplet Sport Arsenal z codury i teraz zamieniam na wodoszczelne worki. Chyba jednak zostanie Crosso, bo litrażem bije konkurencję na głowę. Co do systemu mocowania, to kwestia do zastanowienia...

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze powiem, że jak dla mnie koszt Clicków też trochę przerażający, raczej nie wydałabym tyle na sakwy. Pewnie gdybym miała decydować drugi raz, ponownie wybrałabym te z tradycyjnym mocowaniem na metalowe haki, gdyż taniej, a też się sprawdza. Zresztą dotychczas tylko to rozwiązanie było dostępne w ofercie firmy, a negatywnych opinii w tej kwestii osobiście spotkałam bardzo niewiele. Choć przyznam, że czasem mam obawy co jeśli ten nitowany hak się urwie- wkręcany łatwiej montować, wymienić, a z nitowanym pewnie sytuacja byłaby trudniejsza... i tu chyba szala przechyla się na korzyść Click czy też Ortlieb, ale z kolei tworzywo sztuczne może pęknąć. Wiadomo, wszystko ma swoje plusy i minusy, nic nie jest wieczne oraz niezniszczalne.
    Natomiast jeśli miałabym do wyboru tylko pomiędzy Crosso Click a Ortlieb, to chyba jednak też wolałabym dołożyć i kupić Ortlieby.

    ps. Sport Arsenal również kiedyś rozważałam, ale ostatecznie wybór padł na worki Crosso. Posiłkowo mam też sakwy polskiej firmy Witan (ok.45 litrów), wykonane z codury 600HD. Firma szyje torby m.in. dla WOPRu czy ratownictwa medycznego. Owe sakwy wydają się całkiem solidne i bardzo tanie (dałam 66zł), dużo jednak o nich powiedzieć nie mogę, ponieważ miałam tylko kilka razy, na tygodniowych wypadach. O ile się pomieszczę, jeżdżę tylko z crosso, ponieważ są m.in szalenie proste w utrzymaniu czystości. Materiałowe po przejechaniu nawet kilku metrów po piaszczystej drodze czy błocie, całe okurzone, ubrudzone-pozostaje tylko wypranie w automacie, szybko nie wyschną. Te z serii Crosso Dry można zanurzyć w rzece, jeziorze czy spryskać wężem i pozostają czyste, raz dwa suche :). Pisałam już o tym w powyższym poście, ale jest to moja ulubiona zaleta i często ją podkreślam. No i bardzo szybki montaż też suuuper sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od ostatniego postu 2.10. trochę myślałem na ten temat. W końcu wyboru dokonałem. Jednak Crosso Big Dry z tradycyjnymi hakami + Sport Arsenal SNC mała z rozwijanymi kieszeniami z boku na górę bagażnika. Jak trzeba, dokładam worki Crosso z boku i ruszam w dalszą drogę :)Mikołaj przyniesie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę,że to były dłuuugie rozważania:)
    Też tak mam zanim na cokolwiek się zdecyduję. Ciekawa jestem czy będziesz zadowolony. Ja obecnie jestem na etapie wyboru nowych opon do mojego bajka, już od wakacji nad tym myślę;).

    OdpowiedzUsuń
  9. O efektach testów sakiewek napiszę po rozpoczęciu sezonu :) Co do opon, to ja uwielbiam grube kapcie. W mtb mam Schwalbe Rapid R-08 29x2,25. Duże opory toczenia na asfalcie, ale nadrabia się siłą. Co kto lubi... W terenie typu las jadę przed siebie i żaden piach, wiązki gałązek czy kałuża mnie nie zatrzymują. Po prostu ich nie zauważam :) W trekkingu mam Continentale z wkładką antyprzebiciową. Polecam też Schwalbe Land Cruiser. Miałem i polecam. Chyba, że masz szosę. Na tych rowerach, czyli także i na ogumieniu do nich się niestety nie znam:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała rower mtb, pewnie też bym lubiła grube opony. Zresztą uważam, że rower mtb to mtb i zakładanie w nim cieniutkich opon to wręcz profanacja;) taka sama jak trampki na obcasie:P. Osobiście mam trekkinga i właśnie w rozważaniach nad oponami brałam pod uwagę coś z Continentala, także Schwalbowskie Land Cruiser'y (bo już kilka osób mi polecało), ale jednak ostatecznie dziś zdecydowałam i już jestem w posiadaniu Schwalbe Silento 28x1,60, też z wkładką antyprzebiciową. Chociaż najchętniej wybrałabym te same, które miałam założone od producenta, czyli zwykłe opony chyba nikomu nieznanej firmy Impac Tourpac. Opony kosztują jedynie 26zł za sztukę, ale przejechałam na nich ok. 6tysięcy km w przeróżnym terenie, czasem z dużym obciążeniem, ale bez żadnej awarii, bez żadnej pany! Jak na tak tanie gumy, uważam,że to świetny wynik i bardzo jestem ciekawa jak przy nich wypadną tak ambitne opony jak Schwalbe. Jeśli się zawiodę, szukam innej, nieznanej firmy i opon za 20-30zł, gdyż już niejednokrotnie przekonałam się, że to co drogie i polecane, nie zawsze okazuje się dobre. Stare opony jeszcze nie są w najgorszym stanie. Być może sezon bym jeszcze na nich przekulała, ale nie chcę kusić losu i tak profilaktycznie-w obawie,że będąc gdzieś daleko w trasie złapię kapcia- postanowiłam zmienić na nowe. Koniecznie chciałam tej samej firmy, bo cena śmieszna a z jakości jestem strasznie zadowolona. Pytałam o ich dostępność u producenta roweru, pytałam w sklepach rowerowych, ale na próżno. Nigdzie nie mogę trafić już na Impac Tourpac (znalazłam tylko archiwalne oferty). Jeśli ktokolwiek wie gdzie można jeszcze je spotkać, to proszę o info;)

      Usuń
  10. Już wiem jaki masz rower, bo przejrzałem całego bloga:))) Problem sprzętu polega na tym, że dzisiaj naprawdę nie wiesz na co trafisz. Będzie trefna seria Schwalbe z chińskiej fabryki i pęknie po 1000km, a na gumach no-name zjedziesz świat ze trzy razy. Nigdy nie wiadomo:))) Jak już trochę potestuję, to napiszę nieco jak się sprawują Crosso. Daj znać jak będziesz się znowu wybierać bliżej morza. Jestem ze Szczecina. Pozdrawiam! Maciej.

    OdpowiedzUsuń
  11. ... a co do Twojego pytania o konkretny model, to tylko tyle znalazłem:

    http://allegro.pl/opona-schwalbe-impac-tourpac-700x35-kross-ktm-i5879554150.html

    Pozdrówka!
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to masz rację co do sprzętu- nigdy nie wiadomo. Ooo i znalazłeś ten mój model opon :D. Często też sprawdzałam na allegro, ale nie było żadnych ofert. Natomiast na innych stronach jeżeli już coś wyszukało, to jedynie opony 26 cali. Tylko,że te z podanej przez Ciebie aukcji są na rozmiar 37-622 (28x1,4,700x35c), choć linijkę wcześniej podają, że rozmiar 29 cali, szer.2,2. No ale mniejsza z tym, mi i tak byłyby potrzebne inne, tj. 28x1,60, 42-622. Właściwie teraz już mam zakupione Silento, więc narazie zawieszam poszukiwania. Myślałam, że Impac Tourpac to totalnie firma no name, a jak z aukcji się okazuje to jakaś tańsza seria Schwalbe z Indonezji :D. Aaa widzisz, to może dlatego jestem z nich zadowolona;). Kiedyś na jakiejś zagranicznej stronie znalazłam te opony i informację, że rzekomo produkuje je Schwalbe z odpadów, gorszego gatunku gumy. Ale nie do końca byłam pewna czy dobrze zrozumiałam, nie chciało mi się też wierzyć, że Schwalbe stoi za produkcją takich no name opon. A jednak:)Co do wizyty nad morzem...hmm..objechałam od Kołobrzegu po Hel, ale przyznam, że po głowie chodzi mi również dalsza część wybrzeża i też odcinek od Szczecina. Ale to narazie takie tylko odległe wizje. Pozdrawiam i czekam w takim razie na Twoje relacje z sakw w przyszłym sezonie:)

      Usuń
  12. Hej, cieszę się, że wreszcie trafiłem na jakiś, i od razu tak rzetelny, materiał o Dry Small. Właśnie stoję przed dylematem Small czy Big. Moje obecne wysłużone sakwy, jakieś noname sprzed dwóch dekad, się nie sprawdzają ze względu na egzotyczny, niewygodny sposób mocowania, przemakalność i to, że jedna uparcie trze o tarczę hamulcową. Crosso montuje się elegancko grubo powyżej piasty i tarczy, więc nie ma tego problemu. Skąd dylemat? Moje jeżdżenie to głównie wypady jednodniowe, nie wożę namiotu, butli gazowej i dmuchanego kajaka:) W sakwie musi zmieścić się zapas wody, duży termos, narzędzia, jakiś zapasowy ciuch i parę niepotrzebnych rzeczy, które jeżdżą od ostatniego wyjazdu. Z jednej strony wolałbym Big (właśnie testuję taką sakwę pożyczoną od znajomej), a z drugiej, po co mam wozić powietrze? Na jazdę z jedną sakwą się nie zdecyduję, bo to jednak pewien dyskomfort, stąd pomysł kupna wersji Small i wożenia dwóch równo obciążonych. Możesz napisać coś więcej o pakowności / "ustawności" tych sakw? 15 litrów to niby całkiem sporo, tylko, no właśnie... na ile funkcjonalna jest ta pojemność? Jak myślisz wejdą mi bez problemu 2 butelki PET 1,5l do takiej sakwy?
    Pozdrowienia,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :) Uprzedzę Basię i odpowiem na Twoje pytanie - pewnie, że wejdą. / mam nadzieję, że Basia nie rzuci na mnie klątwy :) / Jednakże patrząc z dalszej perspektywy nigdy nie wiesz czy przypadkiem dodatkowy litraż w postaci większej sakwy się nie przyda. Wybór należy do Ciebie. I nie piszę tylko dlatego byś "wyskoczył" z kaski tylko dlatego, że sam się "wożę" z 60-tkami. Bo i tak potrafię się zapakować w 30 litrowy plecak na 2 tygodnie i jest dobrze. Po prostu czasami jak człowiek zrobi zakupy to i setka na rower by się przydała. :)) To raz. A tak generalnie to niekiedy lubię się dociążyć aby łyda dobrze pracowała. :)))))))) Aaaa, co masz na myśli pisząc "ustawność" sakwy. Generalnie wszystko sprowadza się do bagażnika jaki posiadasz, jak również od tego jak sobie wyregulujesz naciąg na sakwie. Co zaś tyczy się porównania jakości Crosso względem innych marek to polecam stronę cyclingabout.com.

      Usuń
    2. Miło mi, że recenzja okazała się w jakiś sposób przydatna:) Ja również początkowo miałam dylemat między Dry Big a Small. Wyboru sakw dokonywałam z ukierunkowaniem głównie na kilkudniowe wyprawy. Z jednej strony myślałam o modelu Big, ponieważ to duże sakwy i pewnie bym w nich zmieściła wszystko co potrzebne na dłuższy wypad. Z drugiej strony nie chciałam aby cały ciężar spoczywał tylko na tylnej części roweru, a do tego przecież jeszcze namiot, śpiwór, karimata itp. Wolałam aby ciężar był rozłożony bardziej równomiernie na całym rowerze, dlatego zastanawiałam się też nad małymi sakwami. Miałam jednak ograniczony budżet, jednoczesny zakup Small oraz Big odpadł, pomyślałam zatem, że kupię Small i założę je na przód roweru plus jakaś bardzo zwykła, tania ale pojemna sakwa z kilkoma komorami na tył. Doszłam też do wniosku, że to będzie stanowić taki mój wyprawowy zestaw, natomiast jeśli zechcę wybrać się na krótki jednodniowy wypad, wówczas będę zabierać tylko Small i zakładać je na tylny bagażnik, bo moim zdaniem są optymalne pod względem pakowności na krótsze przejażdżki. W Big tak jak mówisz- też stwierdziłam, że woziłabym powietrze, byłyby po prostu za wielkie na takie popołudniowe wypady po okolicy, a jazdę z jedną wielką sakwą, założoną po jednej stronie, też uznałam za niezbyt dobry pomysł.

      Zaczynam już 3 sezon użytkowania sakw i właściwie korzystam z nich tak jak zaplanowałam, tj. przeważnie raz do roku jadę na taką dłuższą, kilkudniową wyprawę-wówczas Small zakładam na przód roweru (oczywiście z dedykowanym im bagażnikiem), a na tył taką zwykłą materiałową sakwę. Natomiast gdy mam ochotę na kilkugodzinny wypad po najbliższej okolicy -taki od ok. 60- 150 km –wówczas zakładam tylko Small na tylny bagażnik. Na takie trasy do 50-60km zabieram często tylko jedną sakwę Small, ponieważ zmieszczę tam wszystko co potrzebuję, a zarazem nie czuję dyskomfortu z powodu założenia tylko tej jednej torby (jest przecież mniejsza niż Big). A i tak często nawet w tej jednej wiozę nieco powietrza;). Zazwyczaj wkładam do niej podstawowe narzędzia, zapasową dętkę, zestaw naprawczy (łatki, klej), do tego czasem jakieś przekąski, aparat fotograficzny, w zależności od pogody jakąś dodatkową bluzę czy cienką kurtkę. I jeszcze mam miejsce. Gdy jedna sakwa wydaje mi się zbyt napchana i ciężka, wówczas zabieram dwie i swobodnie rozkładam w nich to co mam.

      Usuń
    3. Jak dla mnie Small są optymalne, ale to zależy kto jakie ma potrzeby i co uważa za warte oraz niezbędne do zabrania. Niekoniecznie u Ciebie mogą się sprawdzić, poza tym jeśli np. ja zabieram jakąś odzież to wszystko mieszczę, jestem raczej drobną kobietą, więc ubrania zazwyczaj w rozmiarze S, toteż nie zajmują dużo miejsca. Natomiast w przypadku rosłego mężczyzny może się okazać, że upcha w to samo miejsce tylko jedną grubszą kurtkę. Także pojemność to taka kwestia dyskusyjna, dla jednego za mała, dla drugiego w sam raz. Dla przykładu mój brat na wyprawę 2,5 tygodniową rowerem do Włoch spakował się tylko w Dry Small oraz jedną taką małą torbę przypinaną z boku tylnego bagażnika+ śpiwór i namiot przytroczone do bagażnika.
      Ja na dłuższych wyprawach w sakwy Small pakuję zazwyczaj: w jedną- odzież do przebrania, bielizna, ręcznik, kosmetyki. W drugą- części rowerowe, aparat fotograficzny, prowiant, kurtka.
      Picia raczej do sakw nie upycham, coś mam bezpośrednio pod ręką czyli w małym bidonie, a przy większych potrzebach butelkę 1,5l mocuję na tylny bagażnik. Jeśli jednak chciałbyś zmieścić 2 butelki PET 1,5l do jednej sakwy, to myślę, że nie powinno być z tym problemu- spróbowałam tak zrobić i swobodnie wchodzą, nawet jest jeszcze trochę przestrzeni, a i da się sakwę bez kłopotu u góry zrolować i zamknąć. Także jest to do zrobienia.
      Myślę, że na takie jednodniowe wyjazdy, o których wspomniałeś (bez butli gazowej i dmuchanego kajaka;)), powinna chyba wystarczyć wersja Small. Termos, woda, narzędzia, zapasowy ciuch i jeszcze kilka niepotrzebnych rzeczy, raczej spokojnie się zmieszczą. Chociaż z drugiej strony jeśli kiedyś zapragniesz zabrać coś więcej lub wyjechać na dłużej niż 1 dzień, może weekend, co wtedy?.. Do dużych sakw zawsze można zabrać więcej, a można też mniej + powietrze. Natomiast w małych sakwach pojemności już się nie zwiększy. Poza tym patrząc na ceny tych sakw tak sobie myślę, że chyba korzystniej wypada zakup Big, które na allegro z tego co widzę są teraz za ok. 229zł, a Small za 189zł. Czyli jak widać ceny baaardzo zbliżone, a pojemność jakże różna. Z tej perspektywy patrząc chyba bardziej opłacalny wydaje się model Big. No ale z kolei nie tylko cena powinna decydować o wyborze, ale też nasze realne potrzeby. Także trudno mi jednoznacznie doradzić, nie chciałabym zasugerować niewłaściwego wyboru, ale może to co napisałam rozwieje nieco wątpliwości i pozwoli spojrzeć na dylemat z nieco innego punktu.

      Pozdrawiam i życzę podjęcia satysfakcjonującej decyzji,
      Basia

      Usuń
    4. ps. Pieter spokojnie- nie rzucę klątwy, bo nie mam ku temu podstaw;). Im więcej opinii i poglądów różnych osób, tym lepiej. Każdy ma prawo bowiem do innego punktu widzenia i bardzo dobrze:)Dzielmy się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem, a być może ktoś na tej podstawie zbuduje własną wizję i wybierze z naszych poglądów, to co okaże się dla niego przydatne, może pomożemy, może ułatwimy podjęcie jakiejś decyzji. Także wszelkie pomysły i wartościowe komentarze mile widziane:)

      Usuń
    5. Basia, Pieter, wielkie dzięki za odpowiedzi:)

      @Pieter, mówiąc o "ustawności" miałem na myśli właśnie funkcjonalność dostępnej przestrzeni - ustawny pokój to taki, który jest łatwo umeblować:) Podobnie bywa zresztą z bagażnikami samochodowymi, niby jest duży litraż, a i tak ciężko w nim cokolwiek upchnąć ze względu na niekorzystną geometrię. Jako minimalista też raczej jestem w stanie zmieścić się w 30 litrach na dłuższą wyprawę. Zawsze jakimś rozwiązaniem może być też dry bag włożony pomiędzy sakwy (a Crosso ma ich sporo w ofercie, w różnych rozmiarach). Co do montażu, to już widzę, że kupiwszy Crosso będę musiał nieco spiłować/zwęzić dolny hak, bo jest za szeroki i nie wchodzi w otwór/zaczep w moim bagażniku. Na haki górne trzeba będzie naciągnąć kawałek węża akwarystycznego o średnicy 10 mm i problem rysowania bagażnika z głowy. Chociaż podobno obecnie Crosso już dorzuca jakieś nakładki. Na podaną stronę chętnie zajrzę, bo wybór firmy nie jest jeszcze przesądzony. Crosso akurat miałem okazję pożyczyć i dokładnie zbadać. Cena, oczywiście w granicach rozsądku:)), nie jest najważniejszym argumentem.

      Usuń
    6. @Basia, właśnie pomyślałem, że przecież mogę zrobić jak Ty:) Przecież jak kupię Crosso Dry Small, to i tak zostają mi jeszcze te stare sakwy materiałowe, więc w razie potrzeby wyekwipowania się na dalszą ekspedycję dokupuję bagażnik przedni i mam komplet. To że przemakają, trudno. Starym harcerskim sposobem zawartość upchnie się w grubszych workach na śmieci i też będzie Dry:) Zresztą te moje stare sakwy (pojemność ok. 40 litrów) przejechały kiedyś trasę ze Świnoujścia do Trójmiasta i wystarczyły. Oczywiście na górze była jeszcze karimata, a w niej zawinięty stelaż od namiotu (inne jego części podzielone na dwa rowery). Chociaż warto pamiętać, że trzeba ze sobą "zabrać" trochę wolnej przestrzeni na zakupy robione po drodze, jak słusznie zauważył @Pieter. Podczas naszych nadmorskich podbojów zakupy jechały na kierownicy w reklamówce. Mało to profesjonalne. Zresztą cała wyprawa była mało profesjonalna. Tak na żywioł. Bez specjalnych przygotowań, treningu, na rowerach Romet Wagant. Nie było klamkomanetek, Deore, ani nawet V-brake'ów, a licznik był analogowy, napędzany z przekładni ślimakowej przy piaście linką, która musiała być prowadzona idealnie prosto, bo inaczej wskazówka falowała:) Sprzęt się sprawdził. Pomny tych doświadczeń, daleki jestem od demonizowania sprzętu, nawet jeśli mój obecny rower od poprzedniego technologicznie dzieli cała galaktyka:)
      Wracając do tematu, poruszyłaś istotną kwestię obciążenia tyłu roweru. Rower sam w sobie jest tak skonstruowany, że tylne koło jest znacznie bardziej obciążone. Nawet zrobiłem mały eksperyment. Najechałem rowerem na wagę łazienkową. Nacisk na tylne koło (z sakwami lekko załadowanymi na codzienne jeżdżenie lokalne - termos, power bank itd.) był dokładnie 3 razy większy niż na przednie! Nic dziwnego zatem, że szybciej się zużywa tylna opona. Nawet się zacząłem zastanawiać nad kupnem jakiejś grubszej/szerszej na tył. Swoje 40-622 chciałem zmienić na 47-622 (1,75 cala), czując, że opona często dobija do obręczy i raz przez to nawet zaliczyłem klasycznego 'snake bite'. Olśnienie przyszło dopiero po zakupie pompki z manometrem. Okazało się, że pompowałem koła zbyt asekuracyjnie. Z tyłu był ledwo 1 bar (a można napompować do 5). Po nabiciu do 2,5 bara problem zniknął. Oponę i tak kupiłem, ale 42-622 Schwalbe Marathon Mondial, podobno jest nie do zdarcia, ale to czas pokaże.
      A co do skaw, to ostatecznie skłaniałbym się właśnie ku Dry Small, lub czegoś podobnych rozmiarów - bardzo pomogły Twoje zdjęcia z wypraw, na których rower widać od tyłu - to daje jakieś pojęcie o ich rozmiarach. Ceny - rzeczywiście od dłuższego czasu na wszystkich aukcjach utrzymują się na poziomie 189/229 zł. No i niekoniecznie zamierzam je wypełniać butelkami PET, zresztą w moim super wypasionym koszyku na bidon za 14,99 zł z Decathlonu upchnięcie takiej właśnie butli nie jest problemem - mieści się pod ramą, a koszyk jest druciany i można go wyginać:))
      Raz jeszcze wielkie dzięki,
      Filip

      Usuń
    7. Hej! Pomysł z rurką akwarystyczną jest jak najbardziej trafiony. Crosso dołącza w zestawie do swoich sakw kawałki takiej rurki wraz z taśmą dwustronną. Osobno kosztują chyba 5 zł na ich stronie. Dla mnie są one zdecydowanie za krótkie i suma ta jest zbyt "wygórowana" więc nabyłem w sklepie auto - moto taki właśnie wężyk 1m za 3 zł oraz taśmę izolacyjną i bagażnik teraz jest "gniosta nie łamoiotsa". I wiesz, gdyby nie te 26 lat eksploatacji mojego Waganta to pewnie bym go jeszcze podeptał chociaż na krótkich dystansach. Niestety na dłuższe trasy to strach go brać więc siłą rzeczy nabyłem w zeszłym roku nowego bike i fruga mi się na nim słodko a przyjemnie. Widać bestia odwzajemnia doń moje uczucie czyli budiet miłość na długie wojaże i lata. W końcu ramka też ze stali. :)) Ino specjalnie na Szwecję planuję zakup fatbika bo niektóre trasy potrzebują szerszych balonów. A takiemu "zboczeńcowi leśnemu" to fat o każdej porze roku się przyda jako sprzęt gospodarczy.

      Usuń
    8. O właśnie- jeszcze jedna ważna kwestia: jeśli zdecydujesz się na Crosso, to poczytaj np. na stronie producenta,o rozstawie haków, o regulacji taśm itp., ponieważ z tego co wiem, nie do każdego bagażnika będą pasować (no ale w sumie Big testowałeś od koleżanki).
      Firma sprzedaje różne adaptery, które pomagają rozwiązać niektóre problemy z montażem sakw do bagażnika czy też montażem bagażnika pod hamulce tarczowe. Co więcej przy montażu bagażnika typu low-rider Crosso z przodu roweru,trzeba też upewnić się czy będzie on pasował do naszego roweru. Low-rider (bagażnik przedni)jest głównie przeznaczony pod hamulce v-brake, jednak można go też zamontować pod hamulce tarczowe, ale wówczas- jak podaje producent- bagażnik straci nieco na sztywności i ładowności, która obniży się z 15kg do zaledwie 5kg. Wszelkich aktualnych informacji najlepiej szukać na stronie producenta.

      Co do rysowania bagażnika przez haki sakw, faktycznie pomysł z wężykiem ok. Spotkałam się z opiniami,że wszelkie wężyki czy termokurczliwe rurki to bardzo dobre rozwiązanie. Moje oklejanie taśmą to tylko krótkotrwałe złagodzenie problemu. Jednak z tego co się orientowałam i też już o tym wspomniałam we wpisie, producent dorzuca do sakw zestaw ochronny na bagażnik w postaci rurek z tworzywa-na pewno do modelu Big, nie wiem czy do Small też.

      A materiałowe sakwy- racja! Możesz przecież w razie potrzeby korzystać z nich tak jak ja ze swoich:). Też mam pojemność ok. 45 litrów i choć producent podaje,że niby nie są wodoszczelne ale wodoodporne, w co nie wierzę i profilaktycznie stosuję taki sposób, o którym wspomniałeś czyli wszystko dodatkowo pakuję w reklamówki, worki na śmieci itp. I jak narazie nie narzekam na to rozwiązanie, chociaż z Dry Big byłoby prościej;)A wolną przestrzeń na drobne zakupy po drodze raczej zawsze znajduję, czasem wystarczy, że umiejętnie upcham;)

      Z ciężarem roweru faktycznie jest jak piszesz- w moim rowerze też przednia opona w całkiem dobrym stanie po ok.6 tysiącach km, natomiast tylna nie wygląda dobrze, dużo bardziej zajechana niż przednia. Kupiłam nowe, ale jeszcze chcę dotrzeć te stare. Myślałam też o Schwalbe Marathon, gdyż słyszałam o nich same superlatywy, no ale ostatecznie wzięłam tańsze... Schwalbe Silento. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, albo, że chociaż nie będą gorsze niż te zwyczajne, na których obecnie jeszcze jeżdżę.

      ps.Twój wypad ze Świnoujścia do Trójmiasta imponujący:) Da się?- a jasne,że tak:), nawet jeśli nie zawsze wszystko jest profesjonalne. I ja akurat jestem zwolenniczką pokazywania, że wiele rzeczy jest możliwych, nawet jeśli nie posiada się sprzętu z górnej półki;)A wyprawy często właśnie te "na żywioł" bywają najlepsze i na długo zostają w pamięci!:) Te moje też są mało profesjonalne, a już na pewno nierozsądne- bo albo to z obcymi, albo samotnie;)Butelkę z piciem na ostatniej wyprawie miałam włożoną gdzieś pomiędzy ekspander spinający namiot,karimatę, śpiwór. Było upalnie, sklepy nie zawsze pod ręką, toteż rezerwowo czasem wiozłam drugą butelkę, przywiązaną sznurowadłem do bagażnika i sztycy;p. Koszyk na bidon też mam w podobnej cenie, też druciany, ale butelka pełna wody z niego wypada, zwłaszcza przy jeździe na wyboistej drodze. Dlatego wolę tam wkładać bidon, a poza tym łatwiej mi z niego korzystać podczas jazdy.

      Powodzenia Filipie :)

      Usuń
  13. Patent z rurką przyszedł mi do głowy niejako naturalnie, kiedy akurat wykonałem chałupniczo zestaw do odpowietrzania hamulca. Na Allegro za taki zestaw chcieli 55 złotych z przesyłką (specjalna końcówka, kawałek rurki, strzykawka i 50 ml oleju hydraulicznego Shimano). Specjalną końcówkę wykonałem ze starego flamastra, strzykawki kupiłem w aptece za 1zł, a za rurki przepłaciłem w Obi 8zł, olej za 10 zł. Jeżeli już kupię sakwy, to na pewno nie dam się firmie Crosso naciągnąć na rurkę za 5 zł, za tyle kupię cały metr na zapas:))

    Śmieszna historia, bo eksploatację swojego waganta też rozpocząłem 26 lat temu. Po przesiadce ze składaka to był w ogóle kosmos:)) Teraz już od lat stoi zdekompletowany w piwnicy jako żywy pomnik dawnych wyczynów. Potem były lata stagnacji, jeden klimatyczny 3-biegowy Holender, używany trekking Gazelle, aż wreszcie stwierdziłem, że skoro nie mam nowego auta, to niech chociaż rower będzie:)) No i mam i, wstyd się przyznać, trochę poszedłem w gadżeciarstwo. Stale coś do niego kupuję, ale nie żałuję ani grosza, szczególnie tego, co wydałem na oświetlenie - w sezonie jesienno-zimowym i tak zwykle jeżdżę po zmroku, więc dobre światło, które naprawdę oświetla drogę to podstawa, szczególnie jak się wjedzie gdzieś w las.

    Basiu, Silento też rozważałem, szczególnie ze względu na opory toczenia. Zupełnie już nie wiem, co mnie podkusiło, żeby brać Marathon. Może dlatego, że kupowałem tylko jedną, to mogłem zaszaleć:)) Już nawet byłem zdecydowany na Marathon Plus (z najwyższą ochroną antyprzebiciową), ale w rozmiarze 1,60 była tylko wersja plus tour, z bardziej "opornym" bieżnikiem, więc w końcu wybór padł na Mondial. Gdzieś czytałem, że na tej oponie nawet 20 kkm nie robi wrażenia. Jeśli to prawda, to prędzej mi się ta opona znudzi niż ją zedrę:)) Myślę za to, że Silento kupię sobie do przodu. Wszystkie Schwalbe to raczej porządne opony, na pewno będziesz zadowolona. Po jakimś czasie, jak Ci się tylna zużyje mniej więcej w 50%, to możesz ją zamienić z przednią, która wtedy będzie jeszcze jak nowa i tym sposobem zrobisz drugie tyle na jednym komplecie:))

    Wczoraj pojeździłem wreszcie na nowej oponie, którą nabiłem do 3 barów, co i tak jest poniżej dolnej granicy ciśnienia, a była twarda jak kamień i miałem wrażenie, że sobie szkliwo na zębach poobijam:) Za to rower zyskał wyraźnie na szybkości. No i wreszcie przejechałem się z tą pożyczoną Crosso Big. Od dołu musiałem prowizorycznie zamocować drutem. Może nie była mocno obciążona, ale ledwo ruszyłem to o niej zapomniałem. Czyli dobra sakwa, ale dylemat Big or Small się pogłębił:))

    Udanych wojaży!
    F.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No brawo, brawo za ten patent! Właśnie tak zauważyłam, że czasem za banalne rzeczy czy rozwiązania, firmy cenią się baaardzo wysoko. Także jeśli ma się dobre pomysły no i umiejętności, to warto czasem samodzielnie coś pokombinować niż przepłacać.

      Co do gadżeciarstwa to hmm...znajomy kiedyś mi powiedział "jak się kocha swoją pasję, to się na to wydaje i nawet nie jest żal" ;). I pewnie coś w tym też jest;)
      A oświetlenie to bardzo ważna sprawa, czasem ciężko znaleźć lampki, które naprawdę dobrze wywiązują się ze swego zadania. Ja rolę dobrego oświetlenia zawsze doceniam niestety dopiero wtedy, kiedy mam poślizg czasowy i przychodzi mi wracać rowerem do domu po zmroku i po odludnych terenach.

      Co do opon, to przyznam, że już kiedyś myślałam nad zamianą tylnej z przednią w celu wydłużenia żywotności. No ale pomysł jakoś pozostał tylko w głowie. Przy tych nowych oponach chyba faktycznie zastosuję to rozwiązanie, gdy już będą w połowie zużyte.

      Również życzę udanych wojaży i mniejszego dylematu z sakwami;). Chociaż właściwie ja sama obojętnie co kupuję, to za każdym razem mam dylematy czasem niemające końca:]

      Usuń
    2. Oj znam ja te rozterki przy zakupie czegokolwiek! Ile to się nieraz człowiek nastoi przed półką w sklepie, żeby się zdecydować na którąś czekoladę, a co dopiero przy kupowaniu czegoś, co jednak wymaga głębszego zastanowienia. Ale, jeśli chodzi o kupowanie akcesoriów do roweru, to akurat przyjemne dylematy:)

      Z tym moim gadżeciarstwem to raczej minimalizm nastawiony na dobrą jakość. Nie zrobiłem sobie z roweru choinki, wszystko się przydaje. Oświetlenie zwłaszcza. Jak tylko zainwestujesz w jakieś lampy, to chętnie przeczytam Twoją recenzję, bo na pewno będzie równie rzetelna jak dotychczasowe:))
      F.

      Usuń
    3. Hej, spieszę tylko donieść, że w końcu wybór padł na czerwone Big. Mniej więcej od kwietnia służą mi dzielnie, a właściwie służy jedna, bo z dwoma jechałem tylko raz. Rozwiały się też obawy co do dyskomfortu podczas jazdy z jedną sakwą - nie odczuwam żadnego i to nawet przy dużym obciążeniu. Rozczarowały mnie trochę nakładki na bagażnik, które Crosso teraz dokłada. Niestety, mimo iż są przyklejane, nie utrzymują się w miejscu i wyjeżdżają spod haków, a cały bagażnik jest obsmarowany klejem. Jednak wrócę do rurki akwarystycznej bez żadnego kleju. Drugi istotny problem to adaptery do haków - są tak wygięte, że tylna ścianka sakwy o nie ociera i z czasem się przetnie. Muszę to jakoś zabezpieczyć. Poza tym, nie ma co się powtarzać, produkt super!
      F.

      Usuń
    4. Słyszałam już parę opinii, że te nakładki na bagażnik właśnie średnio się sprawdzają. Czyli jednak lepiej wymyślić swój patent. W sakwach Crosso znajdziemy parę niedociągnięć, ale mimo wszystko nadal uważam, że warto w nie zainwestować-ja nie żałuję.

      Usuń
  14. Hej, nareszcie miałem okazję przetestować Crosso Big Dry. Postanowiłem sobie niedawno okrążyć Karkonosze. No i się wybrałem..., a że pierwszego dnia jechałem 6h i przez 6h ktoś w niebie nie zakręcił prysznica, suchego punktu na sobie nie znalazłem. Jednak po dojechaniu do miejsca noclegu, z sakiewek wyjąłem suche i tylko suche rzeczy na zmianę. Sakwy sprawdziły się znakomicie. Polecam je teraz i ja. To naprawdę nie był taki sobie letni deszczyk, tylko ekstremalna, nieustanna, maksymalna 6-ścio godzinna ulewa. Crosso dało radę! Może z sentymentu do innej marki, ktoś zapłaci za inny znaczek więcej. Ja zostaję przy naszym producencie. Pozdrawiam! Maciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli sakwy przeszły solidny test i z tego co piszesz zdały egzamin celująco:)To niewątpliwie fajne uczucie, kiedy wszystko dookoła mokre a z sakw można wyjąć suche rzeczy na przebranie:)
      A co do produktów sygnowanych znaczkami różnych znanych marek to zawsze tak było i będzie,że choć pewnie jest wiele świetnych tańszych odpowiedników, równie dobrych, to mimo wszystko niejednokrotnie kupowane są te z bardziej rozpoznawalnym znaczkiem- często dla lansu (choć oczywiście mało kto przyzna się do tego na głos). Ja jak narazie też zostaję przy naszym producencie, kolejny sezon z sakwami Crosso Dry Small i wciąż jestem zadowolona.

      Usuń
  15. Cześć. Trochę mnie zainspirowałaś swoim blogiem. Postanowiłem także spróbować.Na razie chronologicznie, aż dojdzie do sławetnego deszczu w Czechach i testu sakw Crosso, o których wspominałem. Zapraszam w wolnych chwilach na: maciejbikefan.blogspot.com Pozdrawiam!Maciej:)

    OdpowiedzUsuń